Przejdź do treści
Psychologia 4 min czytania

Kryzys.Cicho o tym, co naprawdę boli

Grafika ilustrująca temat kryzysu
Magdalena Macyszyn

Magdalena Macyszyn

Pomiędzy - Młodzi w centrum

Kryzys rzadko przychodzi gwałtownie. Częściej wślizguje się po cichu. Zmęczeniem. Poczuciem, że coś się rozjechało. Że już nie jesteśmy tam, gdzie byliśmy – ani w relacji, ani w sobie.

Może zabrać poczucie bezpieczeństwa. Może rozchwiać to, co wydawało się pewne. A jednak… czasem właśnie on staje się momentem, w którym po raz pierwszy naprawdę się zatrzymujemy.

Piszę ten tekst nie tylko jako osoba, która pracuje z ludźmi w kryzysie. Piszę go jako kobieta, która sama przez kryzys przeszła. Przez rozwód. Przez załamanie psychiczne. Przez czas, w którym trudno było zebrać myśli, a jeszcze trudniej uwierzyć, że będzie inaczej.

Mnie – tej, która znała modele, narzędzia i słowa – też to nie ominęło. Mam lata doświadczeń w gabinecie…

„Dziś, po trzech latach od rozwodu, po pobycie w szpitalu dziennym i z diagnozą PTSD, mogę powiedzieć coś bardzo prostego: jestem inna, bardziej jestem sobą. Nie dlatego, że było „warto”. Nie dlatego, że polecam tę drogę. Ale dlatego, że dopiero wtedy musiałam naprawdę się sobą zająć. Bez udawania. Bez bycia „dzielną”…”

Proces

Nie uciekaj

Kryzys nie zawsze kończy się rozwiązaniem. Czasem po prostu mija. Emocje opadają. Wracamy do znanych ról, do starych schematów. A coś w środku zostaje nieruszone. Delikatnie obniża poczucie własnej wartości. Czeka. Przypomina o sobie później. Czasami mocniej, boleśniej, czasami lżej… Tu nie ma reguł.

Chcę powiedzieć to bardzo łagodnie: nie uciekaj od kryzysu. Jeśli jest – pozwól mu być. Nawet jeśli nie wiesz, co dalej. Nawet jeśli dziś nie masz odpowiedzi.

Wystarczy, że będziesz w ruchu. Czasem bardzo mały ruch: jedna rozmowa podczas śniadania, jedno zapisane zdanie, umówienie się z przyjaciółmi na kawę, spacer. Z ciekawością, bez oceny.

Czasem dotychczasowy sposób radzenia sobie po prostu przestaje działać. I to jest trudne i to moment zmiany.

Pytania, które pomagają

Osobiście pomaga mi zapisywanie pytań i odpowiedzi. Z datą. Bo to, co dziś wydaje się nie do uniesienia, za kilka miesięcy może mieć inne znaczenie. Możesz zapytać siebie bardzo cicho:

  • Kim chcę być dla siebie w tym czasie?
  • Co jest teraz naprawdę ważne?
  • Na co jestem gotowa, a na co nie?
  • Do jakiej zmiany zaprasza mnie ta historia?
  • Jaką szansę – nawet malutką – niesie to doświadczenie?
Troska

Kiedy kryzys staje się miejscem troski

Dobrze przeżyty kryzys nie oznacza, że nie boli. Oznacza, że nie zostajemy z nim sami. Że uczymy się być po swojej stronie. Delikatnie. Bez heroizmu.

W szpitalu moje emocje były usłyszane, były ważne. Dałam sobie prawo do zmęczenia, łez, wątpliwości. Syn pojechał na wakacje z przyjaciółmi, a ja nie sprzątałam, leżałam, odpoczywałam, jadłam i spałam.

„Lubię myśleć o kryzysie jak o pękniętym naczyniu. Pęknięcie boli. Ale to, czym to naczynie wypełniamy – ma znaczenie. Słowa, które do siebie kierujemy. Myśli, którymi się karmimy. Małe gesty troski.”

Dbając o siebie w kryzysie, nie odwracamy się od relacji. Przestańmy udawać, że wszystko jest w porządku. I nagle może pojawić się coś nowego, jakaś ulga, zmiana, czasem inna perspektywa…

Na koniec zostawię Cię z pytaniami,
które były ze mną w najtrudniejszym czasie:

Co mnie dziś choć odrobinę wzmacnia?
Kto może być obok?
Co sprawia, że wciąż tu jestem?
Jakiej troski potrzebuję właśnie teraz?

Jeśli czytasz ten tekst w swoim kryzysie – nie musisz być sam/sama.

I nie musisz wiedzieć, dokąd to wszystko prowadzi.

Wystarczy, że będziesz dla siebie wystarczająco łagodny/a.

Magdalena Macyszyn